Palenie a choroby płuc

W Polsce ok. 2 mln ludzi, głównie palaczy, choruje na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. Większość chorych nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia.

Każdy z nas doskonale wie, co to rak piersi czy rak płuca. Dla niektórych te dwie nazwy to wręcz (często niesłusznie) synonim wyroku śmierci. Gdyby jednak spytać na ulicy przeciętnego przechodnia, co to jest POCHP, pewnie nie wiedziałby, o co chodzi. Jeszcze bardziej zdziwiłby się po usłyszeniu, że na tę chorobę każdego roku umiera więcej ludzi niż z powodu wymienionych wyżej nowotworów. Jak się szacuje, do 2020 r. stanie się ona trzecią po zawałach i udarach mózgu przyczyną zgonów na świecie. Z tego właśnie powodu POCHP, czyli przewlekła obturacyjna choroba płuc, była najczęściej poruszanym tematem podczas zakończonego w środę w San Diego w Kalifornii międzynarodowego kongresu poświęconego chorobom klatki piersiowej.

Kaszel, duszności i zmęczenie

POCHP to swego rodzaju parasol, pod którym kryją się dwie choroby: przewlekłe zapalenie oskrzeli i rozedma. - Lekarze przez lata rozpoznawali je osobno. Dopiero w drugiej połowie XX w. zauważono, że najczęściej współistnieją one ze sobą, a konsekwencją tego jest postępujące i nieodwracalne upośledzenie przepływu powietrza w drogach oddechowych. Dlatego postanowiono, by schorzenia te objąć jedną wspólną nazwą - mówi obecny na kongresie prof. Paweł Śliwiński z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Główną przyczyną POCHP jest palenie papierosów. Dym i zawarte w nim szkodliwe substancje sprawiają, że w oskrzelach zaczyna się rozwijać proces zapalny. Skutkiem tego jest m.in. skurcz oskrzeli i zwiększona produkcja śluzu, który dodatkowo utrudnia przepływ powietrza. Po wielu latach działania dymu tytoniowego uszkodzeniu (a w końcu całkowitemu rozpadowi) ulegają także pęcherzyki płucne - miejsce, gdzie wdychany tlen przedostaje się do krwi. Niszczenie pęcherzyków to właśnie istota rozedmy.

Głównymi objawami POCHP są: przewlekły, uporczywy kaszel z odkrztuszaniem (głównie rano), stopniowo nasilająca się duszność, przeważnie przy wysiłku, (czasami nawet niewielkim) i łatwe męczenie się.

Na świecie na POCHP cierpi obecnie około 600 mln ludzi. Co godzina umiera 250 z nich. W Polsce, jak się szacuje, choruje ok. 2 mln ludzi, a umiera 14 tys. rocznie. Tymczasem, jak ostrzegał prof. Kenneth Chapman z University of Toronto, ponad połowa chorych nigdy nie widziała się ze specjalistą od płuc.

- W USA na astmę cierpi 10,5 mln osób, a na POCHP prawie 12 mln. Aż 9 mln astmatyków otrzymuje lekarstwa na swoją chorobę, podczas gdy prawidłowo leczonych pacjentów z POCHP jest tylko 1,4 mln - mówił prof. Chapman. - Z dużą dozą pewności można powiedzieć, że w Polsce proporcje te wyglądają podobnie - mówi prof. Śliwiński.

Rzuć palenie, zbadaj płuca

Powodem takiego stanu jest brak wiedzy o przewlekłej obturacyjnej chorobie płuc. POCHP nie istnieje w naszej świadomości jako choroba, która może nas zabić. Rozwija się przez długi okres, a w dodatku bardzo podstępnie. Czasami trochę pokaszlemy, zasapiemy się przy wysiłku czy szybciej zabije nam serce. Z czymś takim można jednak żyć nawet 20 czy 30 lat. Otrzeźwienie przychodzi, gdy pewnego dnia nie jesteśmy w stanie np. wejść po schodach do własnego mieszkania. Tylko że wtedy jest już za późno.

- POCHP jest chorobą nieuleczalną. Raz uszkodzone pęcherzyki płucne nigdy nie będą już pracować - tłumaczy prof. Śliwiński. Medycyna potrafi dziś tylko spowolnić przebieg choroby i złagodzić jej objawy. Najczęściej stosuje się w tym celu środki rozkurczające oskrzela i zwalczające proces zapalny sterydy.

Równie ważna jak leczenie jest rehabilitacja, której celem jest wzmocnienie mięśni biorących udział w oddychaniu. Trzymiesięczny program, w ramach którego chorzy trzy razy w tygodniu wykonują pod opieką specjalisty proste ćwiczenia fizyczne, znacznie polepsza wydolność ich mięśni oddechowych. Tak wynika z badań, o których podczas kongresu opowiedział dr Emil Wojda z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Najważniejszym jednak elementem zarówno leczenia, jak i zapobiegania POCHP jest odstawienie papierosów. - Rzucenie nałogu, nawet po 10 czy 15 latach palenia, znacznie zmniejszy prawdopodobieństwo zachorowania, a na pewno złagodzi przebieg ewentualnej choroby - zapewnia prof. Śliwiński.

Jak jednak sprawdzić, czy w płucach rozwija się podstępna choroba? Istnieje proste badanie - spirometria. Za jej pomocą możemy ocenić, jak pracują nasze płuca i oskrzela. - W Polsce każda osoba po przekroczeniu 45. roku życia może mieć wykonane bezpłatne badanie spirometryczne - mówi prof. Śliwiński.

Problem w tym, że ktoś może już mieć wtedy 20 czy 25 lat palenia za sobą. Wtedy jego płuca są często tak zniszczone, że ciężkie POCHP jest tylko kwestią czasu. - Dlatego badać powinni się również młodsi ludzie. Z dostępem do spirometrii nie ma w Polsce problemu, nie jest to również specjalnie drogie badanie - 30-35 złotych. Powinien je zrobić raz do roku każdy, kto pali regularnie od kilku lat - zachęca prof. Śliwiński.

Umiera coraz więcej kobiet
Jednym z najbardziej niepokojących zjawisk, przed jakim ostrzegali mówcy na kongresie, jest stale wzrastająca liczba kobiet chorych na POCHP. Jeszcze w połowie lat 90. modelowym przykładem chorego był mężczyzna po pięćdziesiątce. Jednak w 2000 r. po raz pierwszy w historii w USA z powodu POCHP zmarło więcej kobiet niż mężczyzn. Ten trend utrzymuje się do dzisiaj. Jak obliczono, pomiędzy 1968 a 1999 r. liczba zgonów na POCHP wzrosła wśród kobiet o 382 proc. Winne temu są oczywiście papierosy.

- Do lat 60. czy 70. XX wieku zdecydowanie większą część palaczy, a co za tym idzie, chorych na POCHP, stanowili mężczyźni. Jednak rewolucja obyczajowa, jaka nastąpiła w drugiej połowie ubiegłego stulecia sprawiła, że po papierosa sięgnęły również miliony kobiet. Właśnie teraz, po upływie 20-30 lat (tyle trwa rozwój choroby), POCHP zaczęło zbierać swoje żniwo - tłumaczy prof. Śliwiński.

To nie wszystko. Zdaniem dr Mary Scholand z University of Utah kobiety są bardziej narażone na rozwój POCHP niż mężczyźni. Po dokładnym przebadaniu grupy 56 palących kobiet i mężczyzn okazało się, że kobiety z reguły zaciągają się papierosem znacznie częściej i wypalają go do samiutkiego końca.

Z kolei prof. Claudia Cote z University of South Florida prześledziła przypadki 85 kobiet i 95 mężczyzn cierpiących na POCHP. Okazało się, że kobiety były zwykle młodsze, a przebieg ich choroby był znacznie cięższy. Według prof. Cote także to może wyjaśniać, dlaczego z powodu POCHP zaczyna umierać coraz więcej kobiet.

www.gazeta.pl

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.